„Motocykl uniwersalny”- te słowa padają dość często z ust dumnych posiadaczy tego specyficznego rodzaju motocykli. Ale czy tak naprawdę istnieje maszyna, którą pokonamy setki tysięcy kilometrów przemierzając pół globu objuczeni jak dwugarbny zwierz znany z bajek o Alladynie jak i „objedziemy” na torze wszystko co się rusza, majestatycznie zużywając slidery naszego sportowego kombinezonu?

Moi Drodzy, z pełną świadomością i odpowiedzialnością twierdzę , że motocykl uniwersalny nie istnieje!
Mój krótki wywód jest subiektywnym spojrzeniem na ten stary jak świat temat.

W czasie mojego krótkiego życia sam byłem niezłomnym piewcą idei motocykla idealnego do każdego zadania.Na marginesie dodam, że wiele osób z mojego najbliższego otoczenia,  święcie wierzy, że to możliwe. Nawet mój przyjaciel żarliwie broni swojej „uniwersalnej” TDM-ki.

motocykl uniwersalnyPrzez prawie 6 lat jeździłem Yamahą FZS 1000 Fazer. Popularny motocykl, o którym na pewno każdy słyszał, widział, a nierzadko miał okazję chwilę nim pojeździć. Byłem święcie przekonany że ten motocykl jest ideałem. Był piekielnie mocny, świetnie się prowadził, miał świetną ergonomię, a do tego osobiście uważam, że był ładny.

Moje pierwsze wątpliwości czy aby na pewno Fazer pieszczotliwie nazywany „Kazimierzem” jest idealny do wszystkiego zaczęły pojawiać się, gdy większość moich kolegów z fazy fascynacji sprzętami typu gs/cb 500 zaczęło powoli odkrywać swoje motocyklowe preferencje których efektem stały się poszukiwania motocykli do konkretnych zadań. Bardzo szybko okazało się, że moja „uniwersalna” maszyna w konfrontacji z sprzętem sportowym na torze dostaje baty. Trudno porównać niespełna dwustu kilowy bolid o precyzyjnym, jak karabin snajperski, zawieszeniu i diabelsko ostrych hamulcach do dość ciężkiego „sportowo-turystycznego” motocykla. No właśnie… sportowo-turystyczny… to jak „pokojowa interwencja zbrojna” dość odważne zestawienie słów.
Kolejnym krokiem do wyrwania się z Matrixa była krótka, spontmotocykl uniwersalnyaniczna wycieczka z moim serdecznym kumplem, który kupił motocykl marzeń i pragnął się nim, tak po ludzku, pochwalić.
Dwa dni zbierałem szczękę z ziemi po tym jak wsiadłem na BMW R1200GS.
Łatwiej jest wymienić w co ten motocykl nie został wyposażony niż próbować wymienić wszystkie nowinki techniczne jakie tam spotkamy.
Kiedy próbowałem sobie wyobrazić, porównanie poziomu bycia turystyczną maszyną Fazera i BMW ogarnął mnie śmiech.
To tylko dwie z kilkudziesięciu historii które sprawiły że „Kazimierz” znalazł nowy dom.
Pisząc ten tekst nie namawiam Cię do kupna sześciu motocykli, choć to cudowna perspektywa, również nie neguję wielu zalet TDM’ek, Fazerów, Transalpów. Tylko czy nie jest lepiej mieć maszynę która da Ci sto procent satysfakcji w środowisku do którego jest stworzona, i w którym Ty czujesz się najlepiej niż mieć pojazd „uniwersalny”?
Moja żona podczas naszego pierwszego spotkania powiedziała: „jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”
Coś w tym jest 😀